Nie zostali na starcie

Nie zostali na starcie

Jak mawiał klasyk, w piłce chodzi o to, żeby strzelić jedną bramkę więcej od przeciwnika. Postawa piłkarzy LKS-u 99 Pruchna w spotkaniu z Leśną wpisuje się w tę regułę. Podopieczni Marcina Bednarka kilka błędów w obronie nadrobili ambicją i walką w ofensywie. 25-tego marca pierwszy raz w tym roku, zawodnicy wspomnianych zespołów wybiegli na boisko w poszukiwaniu ligowych punktów. Powiedzieć, że w pierwszej połowie Pruchna dominowała to jak nic nie powiedzieć. Gospodarze nie postawili wysoko poprzeczki i byli całkowicie bezproduktywni. Grali bez pomysłu na grę i bez wiary w siebie. Goście rozpoczęli nie forsując tempa, a mimo to szybko strzelili pierwszego gola. Efektownym rajdem przez ponad połowę boiska popisał się Marcin Bednarek. Zostawiając rywali za swoimi plecami zszedł na lewą stronę boiska i podjął próbę dośrodkowania w pole karne. Obrońca przeciwnika zablokował piłkę, ale ta spadła z powrotem pod nogi grającego trenera LKS-u, który za drugim razem wrzucił futbolówkę idealnie na głowę wchodzącego w pole karne Adama Brzyszkowskiego. Ten mocnym strzałem pod poprzeczkę otworzył wynik meczu. Następnie Pruchna cierpliwie rozgrywała piłkę dążąc do podwyższenia rezultatu. Ten okres można podsumować kolejnym złotym cytatem Kazimierza Górskiego ukazującym pozorną prostotę futbolu: „im dłużej my przy piłce, tym krócej oni”. Nasza drużyna klarownych sytuacji sobie nie stworzyła, ale utrzymując się przy piłce, nie pozwalała na odrodzenie się Leśnej. Mieliśmy kilka prób prostopadłych podań, strzału z dystansu spróbował Sebastian Banot, który chwilę wcześniej brał także udział w ładnej, kombinacyjnej akcji, która została przerwana w ostatnim możliwym momencie, dopiero w polu karnym. Najbliżej zdobycia gola był Daniel Mencner, który w niezłej sytuacji, lecz z niewygodnego kąta uderzał z woleja. Wreszcie w 36-stej minucie piłkę z rzutu rożnego wrzucił Bednarek, w polu karnym nastąpiło zamieszanie, podczas którego samobójcze trafienie zaliczył Kowalczyk i Pruchna miała już dwubramkową zaliczkę, której nie oddała do końca pierwszej połowy. Druga część spotkania rozpoczęła się od diametralnej zmiany w charakterze gry gospodarzy. Nie czekając na to co zrobi przeciwnik ruszyli z wiarą w odrobienie strat. Pod ich naciskiem kilka błędów popełnił nasz środek pola, ale akcje Leśnej, chociaż niebezpieczne, to nie przyniosły oczekiwanego dla nich rezultatu. Za to po dośrodkowaniu z rzutu wolnego blisko bramki na 3:0 był Piotr Kowal, lecz jego strzał głową poszybował obok bramki. To w żaden sposób nie ostudziło jednak zapału gospodarzy. W szóstej minucie drugiej połowy wykonali rzut wolny, który przywrócił im nadzieję. W tej sytuacji nie najlepiej spisał się nasz mur, ponieważ mimo tego, że piłka w niego trafiła, to przeszła dalej. Wpierw kapitalną interwencją przy strzale z bliskiej odległości popisał się Andrzej Skrocki, ale przy dobitce niekrytego dobrze Marcina Bieguna nie miał już najmniejszych szans. LKS zaczął przez chwilę przypominać Leśną z pierwszej połowy, nie potrafiąc odzyskać kontroli nad grą. Pojawiły się znów straty w środku czego następstwem były kolejne ataki gospodarzy. Jednym z groźniejszych była składna akcja, w której piłka została przerzucona ze środka na prawe skrzydło, następnie zgrana w pole karne, gdzie napastnik naszych rywali oddał groźny strzał, z którym poradził sobie jednak bramkarz. Nie potrafiąc odzyskać posiadania piłki, Pruchna szukała kontry. Największe zagrożenie po solowej akcji lewą stroną stworzył Pańta, ale jego dogranie w kierunku znajdującego się już na jedenastym metrze partnera z drużyny przeciął defensor gospodarzy i wytransportował piłkę na rzut rożny. To jednak jedna z niewielu szans w drugiej połowie. W 66-stej minucie gracze Leśnej przejęli piłkę i rozegrali ją umiejętnie w taki sposób, że chwilę później w polu karnym dryblingu podjął się Wojciech Wróbel. Udało mu się wywalczyć rzut karny, po faulu Bednarka i minutę później sam poszkodowany doprowadził do wyrównania. Od tego momentu goście znów potrafili się odpowiednio skoncentrować i dłużej utrzymywali się przy piłce. Swoimi atakami odciążyli w pewnym stopniu obronę. Stałe fragmenty gry oraz dośrodkowania Bendarka były w tym meczu naszą najsilniejszą bronią co dobitnie udowodnił rzut rożny z 72-giej minuty. Pierwszy strzał głową bramkarz obronił, ale dobitka z woleja z najbliższej odległości Piotra Kowala pozwoliła znów złapać oddech i zmieniła wynik na 2:3. Z każdą kolejną minutą naszym zawodnikom coraz mniej zależało na kolejnych atakach i skupiali się na obronie wyniku. Leśna walczyła do końca, ale nie potrafiła już tak dobrze rozgrywać swoich akcji. Do tego naszym przeciwnikom puszczały nerwy, które próbował uspokoić sędzia. W doliczonym czasie gry tego ostrego, pełnego fauli meczu arbiter pokazał jednak drugą żółtą, a w konsekwencji oczywiście czerwoną kartkę Mateuszowi Piątkowi. Ostatni gwizdek oznaczał dla niepodważalnie lepszego w niedzielne popołudnie LKS-u 99 Pruchna ogromnie ważny komplet punktów. A już w sobotę zapraszamy na pierwsze domowe spotkanie rundy wiosennej, w którym na nasz obiekt zawita ekipa z Jaworza.

LKS Leśna 2:3 (0:2) LKS 99 Pruchna (Biegun, Wróbel; Brzyszkowski, Kowalczyk-sam., Kowal)

http://lkspruchna.futbolowo.pl/game/699229/lks-lesna-vs-lks-99-pruchna

Komentarze

Dodaj komentarz
do góry więcej wersja klasyczna
Wiadomości (utwórz nową)
Brak nieprzeczytanych wiadomości